Tybet kojarzy się z najczystszą formą buddyzmu, a Lhassa – Święte miasto dalajlamów, to cel nieprzeliczonych rzesz pielgrzymów, okrążających pałac Potala zgodnie z kierunkiem ruchu słońca, w drodze do osiągnięcia duchowego oświecenia. Można przeczytać wiele o Tybecie, ale aby go doświadczyć trzeba tam pojechać. Zobaczyć ogrom i majestat krajobrazu, potęgę surowej przyrody skontrastowaną z niebywała finezję form i ornamentów klasztornych zdobień. Tylko tu i w takim zderzeniu można poczuć sens ulotnej istoty ludzkich dążeń dotykania sacrum. Monumentalizm najwyżej położonego na świecie pałacu Potala, klasztory-miasta, niezliczone złote posągi bóstw oraz ich wcieleń, adoracja pielgrzymów, tysiące maślanych lampek i kadzideł, powodują że pobyt w Tybecie odurza i do głębi porusza. Ale tak naprawdę wstrząsająca jest bezpardonowa polityka Chin, podboju i wynarodowienia Tybetu. Stara Lhassa została zburzona, na jej miejsce powstało brzydkie miasto, pełne fabryk, kiczowatych zaangażowanych ideologicznie pomników i ulic przeładowanych plastikowa tandetną reklamą „Made In China”. Tybetańczycy we własnym kraju stanowią mniejszość,a tętnią ce dotąd życiem buddyjskie klasztory, stanowią ce ostatnie bastiony oporu, zostały brutalnie zamienione w muzea. Fascynująca jest potęga dawnego Tybetu, ale ten dzisiejszy w niczym go nie przypomina, jest krainą siłą narzuconych przemian, zdeptanych bóstw i poniżonych ludzi.